Pomiar na zawodach międzyszkolnych

Kiedy zaczynałem uczyć w szkole wychowania fizycznego obiecywałem sobie, że nie będę namawiać moich uczniów do uczestnictwa w szkolnych zawodach. Widziałem jako dziecko jak tacy młodzi ludzie cierpią gdy przegrywają. Silne charaktery motywują się do jeszcze większej, intensywnej pracy. Słabe się załamują, płaczą. Wolałem tego uniknąć za wszelką cenę.

Pomiar czasu musi być uczciwy 

elektroniczny pomiar czasuWchodząc jednak w szkolne mury zauważyłem, że tego nie da się uniknąć. Przede wszystkim chłopcy dostrzegali to, że rywalizacja podnosi poziom adrenaliny w żyłach i tej machiny nie dało się powstrzymać. No cóż, pomyślałem. Byłem na to gotowy, ponieważ ja sam jeden nie będę zwalczał systemu działającego od dziesiątek lat. Udałem się więc na zawody sportowe z najzdolniejszymi chłopakami z mojej szkoły. Akurat to był dzień biegów i zależało mi na tym, aby dokładnie ich obserwować. Wówczas to bym wiedział czy dopingować ich do dalszych działań czy ostudzić entuzjazm. Zauważyłem jednak, że czasy biegających osób są kompletnie niesprawiedliwe. Szanowna komisja miała stare stopery. Nawet nie elektroniczne. Większość nauczycieli również to zauważyła, jednak nie chciała się odezwać. Ja czułem się oszukany. Poszedłem dyskutować. Oznajmiłem, że już teraz wszędzie na świecie używa się elektronicznego pomiaru czasu, który jest uczciwy. Tłumią w tych dzieciach chęci rozwoju takim zachowaniem. Na kolejnych zawodach było to samo. Postanowiłem złożyć oficjalne zażalenie i wniosek do „biegowej góry”. Na całe szczęście podziałało.

Komisja sama zwróciła uwagę, że mimo faktu iż mamy dwudziesty pierwszy wiek system jest po prostu stary. Kolejne zawody odbyły się już z elektronicznym pomiarem czasu. Fakt faktem na początku wszyscy się ze mnie śmiali jednak teraz podziwiali determinację. 

Informacje pochodzą z www.time2win.pl